Home ParentingZapytałam ChatGPT, ile godzin dziennie zajmuje bycie mamą

Zapytałam ChatGPT, ile godzin dziennie zajmuje bycie mamą

by Kaja Pettersdatter
0 comments

Zapytałam ChatGPT, ile godzin dziennie zajmuje bycie mamą.

Odpowiedział: czternaście.

Czternaście godzin dziennie, dziewięćdziesiąt osiem godzin tygodniowo, czyli podobno równowartość dwóch i pół etatu.

Pomyślałam: no proszę. Czyli nie jestem aż tak źle zorganizowana. Po prostu oprócz normalnej pracy mam jeszcze kilka innych etatów. Bez pensji, urlopu, feriepenger i możliwości powiedzenia, że dzisiaj wyjątkowo nie przyjdę.

Tylko czy to naprawdę są dwa i pół etatu? I czy ktoś rzeczywiście to zbadał?

Skąd wzięło się 98 godzin?

Liczba ze zrzutu ekranu nie została wymyślona przez ChatGPT. Pochodzi z ankiety przeprowadzonej w 2017 roku na zlecenie amerykańskiej marki Welch’s. Wzięło w niej udział 2000 pracujących matek wychowujących dzieci w wieku od 5 do 12 lat.

Kobiety deklarowały, że ich dzień zaczyna się średnio o 6:23, a kończy o 20:31. Ktoś uznał więc cały ten przedział za czas pracy. Wyszło czternaście godzin dziennie, dziewięćdziesiąt osiem tygodniowo i medialne hasło o dwóch i pół etatu.

Brzmi dobrze. Szczególnie w nagłówku.

Nie jest to jednak dokładny pomiar czasu poświęconego na obowiązki. Nie oznacza, że matka przez czternaście godzin bez przerwy gotuje, sprząta, pracuje zawodowo albo pomaga w lekcjach. Badanie nie uwzględniało też pracy ojców i nie porównywało podziału obowiązków między rodzicami.

Pokazywało raczej, jak długo trwa codzienna gotowość: od pierwszego zadania rano do ostatniego wieczorem.

I pod tym względem coś w tej liczbie jest.

Norwegowie liczą dokładniej

Norweski urząd statystyczny SSB przeprowadził badanie budżetu czasu za 2022 rok. Uczestnicy przez dwa dni zapisywali w dziesięciominutowych przedziałach, czym się zajmują.

Według tych danych kobiety w Norwegii przeznaczają na obowiązki domowe średnio 3 godziny i 18 minut dziennie, a mężczyźni 2 godziny i 36 minut. Do tej kategorii zalicza się między innymi przygotowywanie jedzenia, sprzątanie, zakupy i opiekę.

Różnica wynosi 42 minuty dziennie. To prawie pięć godzin tygodniowo i ponad 250 godzin rocznie.

Tyle że również te liczby nie odpowiadają wprost na pytanie, ile czasu zajmuje bycie matką. Są średnią dla całej badanej populacji w wieku od 9 do 79 lat. Nie opisują konkretnie samotnych matek ani rodzin z trojgiem dzieci. Nie pokazują też dobrze czynności wykonywanych jednocześnie.

Można przecież robić obiad, słuchać jednej córki, odpisywać na wiadomość ze szkoły drugiej i próbować sobie przypomnieć, gdzie trzecia zostawiła strój na trening.

W statystyce minęła jedna godzina. W domu wydarzyło się w tym czasie osiem różnych rzeczy.

Trzy córki, jedna głowa do pamiętania

Jestem samotną matką trzech córek. Każda jest w innym wieku, każda ma inne potrzeby i każda inaczej komunikuje, że czegoś ode mnie chce.

Jedna powie wprost. Druga zacznie opowiadać długą historię, zanim dotrze do sedna. Trzecia stwierdzi, że wszystko jest w porządku, choć wyraźnie nie jest.

Mieszkamy w Norwegii, czyli w kraju, który na wiele sposobów ułatwia rodzicom życie. Są przedszkola, SFO, opieka zdrowotna, świadczenia i szkoły próbujące współpracować z domem.

Ale ten system trzeba jeszcze obsłużyć.

Trzeba sprawdzać wiadomości ze szkoły, czytać ukeplan, pamiętać o planleggingsdag, foreldremøte, treningach i dugnadach. Trzeba przygotować matpakke, podpisać zgodę, zapłacić przez Vipps, zalogować się przez BankID i znaleźć ubrania odpowiednie na turdag.

Wieczorem przychodzi wiadomość, że jutro dziecko ma przynieść do szkoły pusty karton po mleku, rolkę po papierze toaletowym i najlepiej jeszcze coś, czego oczywiście nie mamy w domu.

Każda z tych spraw zajmuje tylko kilka minut. Problem w tym, że takich kilku minut jest kilkadziesiąt dziennie.

U mnie nie jest perfekcyjnie

Nie będę opowiadać, że mimo pracy i trójki dzieci mam zawsze posprzątany dom, zdrowy obiad na stole i starannie zaplanowany tydzień.

Nie mam.

Pralka chodzi niemal bez przerwy, ale nadal nie nauczyła się składać ubrań. Czyste rzeczy czasem dłużej leżą w koszu, niż wiszą w szafie. Z reguły jest bałagan. Zdarza się zapomniana wiadomość. Zdarza się kolacja złożona z tego, co akurat znaleźliśmy w lodówce.

Czasami nie mam cierpliwości. Czasami jestem zmęczona i odpowiadam zbyt ostro. Czasami któraś z moich córek zamknie drzwi mocniej, niż trzeba. Czasami wszystkie mamy siebie dość.

Daleko nam do perfekcji.

Jednego jednak jestem pewna: w naszym domu nie brakuje miłości i wzajemnego zrozumienia. Nie oznacza to, że zawsze się zgadzamy, mówimy spokojnie i kończymy dzień pojednawczym uściskiem. Oznacza, że znamy swoje słabsze dni. Wiemy, że czasem któraś z nas nie daje rady. Potrafimy się pokłócić, ale potrafimy też później normalnie ze sobą porozmawiać.

Moje córki widzą, że nie jestem maszyną do obsługi domu. Ja próbuję pamiętać, że one również nie są pozycjami w moim kalendarzu i listą obowiązków do wykonania.

Nie zawsze nam wychodzi. Ale próbujemy.

Praca, której nie widać

Samo wykonanie obowiązków to tylko część macierzyństwa. Resztę stanowi pamiętanie, planowanie i przewidywanie.

Nie chodzi wyłącznie o umówienie wizyty u lekarza. Najpierw trzeba zauważyć, że wizyta jest potrzebna. Znaleźć termin, dopasować go do szkoły i pracy, zorganizować transport, pamiętać o skierowaniu, a później o kontroli.

Nie chodzi tylko o zrobienie zakupów. Trzeba jeszcze wiedzieć, co się kończy, czego jedna córka nie lubi, co druga zje do szkoły i czego trzecia potrzebuje na jutro.

Nie chodzi wyłącznie o pytanie: „Jak było?”. Trzeba jeszcze usłyszeć sposób, w jaki pada odpowiedź.

Badacze nazywają to obciążeniem poznawczym albo mental load. To praca wykonywana w głowie — często niewidoczna nawet wtedy, gdy zajmuje większość dostępnej uwagi.

Można siedzieć na kanapie i teoretycznie odpoczywać, a jednocześnie układać plan następnego dnia, zastanawiać się nad zachowaniem dziecka, pilnować godziny treningu i przypominać sobie, czy rachunek został zapłacony.

Badania wskazują, że duże obciążenie związane z zarządzaniem domem może wiązać się u kobiet ze stresem, wypaleniem i gorszym samopoczuciem psychicznym.

Nie jest to szczególnie zaskakujące. Głowa nie odpoczywa tylko dlatego, że ręce akurat niczego nie robią.

Czy miłość też liczy się jako praca?

Nie wiem, czy bycie mamą naprawdę zajmuje czternaście godzin dziennie. Nie istnieje jedna liczba pasująca do każdej kobiety i każdego etapu życia dziecka.

Inaczej wygląda opieka nad niemowlęciem, inaczej nad dzieckiem w podstawówce, a jeszcze inaczej nad nastolatką. Starsze dzieci nie wymagają pomocy przy ubieraniu, ale problemy, z którymi przychodzą, bywają znacznie trudniejsze niż zaginiona rękawiczka.

Jednego dnia obowiązków jest mniej. Drugiego dziecko choruje i matka praktycznie nie śpi. Jednego wieczoru można spokojnie obejrzeć film. Innego czeka się na wiadomość, że córka bezpiecznie dotarła na miejsce.

Jak to policzyć?

Ile minut zajmuje martwienie się? Czy rozmowa przy stole jest obowiązkiem, odpoczynkiem czy pracą emocjonalną? Czy wspólne oglądanie serialu to czas opieki, czy czas wolny?

Macierzyństwo nie jest wyłącznie ciężarem. Ale miłość do dzieci nie sprawia, że człowiek przestaje być zmęczony.

Można kochać swoje dzieci i jednocześnie chcieć, żeby przez godzinę nikt nie mówił „mamo”. Można być wdzięczną za rodzinę i mieć dość własnego domu. Można wiedzieć, że pewnego dnia będzie nam brakować obecnego chaosu, i nadal marzyć, żeby ktoś wreszcie opróżnił zmywarkę bez przypominania.

Te rzeczy nie wykluczają się nawzajem.

Więc ile godzin zajmuje bycie mamą?

ChatGPT odpowiedział, że czternaście. Po sprawdzeniu źródeł wiem, że nie jest to potwierdzona naukowo norma, tylko chwytliwy wynik komercyjnej ankiety.

Rozumiem jednak, dlaczego tyle kobiet udostępnia tę liczbę. Daje nazwę zmęczeniu, które trudno komuś pokazać. Większość pracy domowej i rodzicielskiej staje się widoczna dopiero wtedy, gdy nie zostanie wykonana.

Nie wiem, ile godzin dziennie zajmuje bycie mamą trzech córek. Na pewno nie przez cały ten czas sprzątam, gotuję i rozwiązuję problemy. Czasem siedzę z telefonem. Czasem odkładam rzeczy na później. Czasem zwyczajnie nie daję rady.

U nas pranie nie zawsze trafia do szafy, dom nie jest posprzątany, a ja nie zawsze jestem spokojna i rozsądna.

Nie mamy perfekcji.

Mamy za to miłość, sporo wyrozumiałości i świadomość, że każda z nas ma prawo czasem mieć gorszy dzień. Jak dotąd to musi wystarczyć.

Źródła

Może Ci się spodobać