Home IstotneG jak globalizacja…. 

G jak globalizacja…. 

by Kaja
0 comments

W sumie czemu by nie zacząć od tego, z wysokiego C, choć w sumie od punktu G… 

G jak globalizacja…. 

“Tak, zaczynam …oto moja kabina

Tu się wchodzi, naciska, ogląda się z bliska

Dziś wszystko, co daleko i blisko

Joka, foka, sroka

O.K., nieważne”

Kaliber – Film



… bo mnie się wydaje, że na tym świecie pełnym nowości nic nowe nie jest naprawdę ..

Wszystko dzieje się tak, jak działo się wcześniej, tylko technologia jest na wyższym poziomie, nasz rozwój rozpędził się, przebił granice możliwości i prędkość światła. 

Miało być o globalizacji, a będzie trochę o AI. 

Nie mam pióra, piszę  w chmurze, na klawiaturze … na wyciągnięcie ręki mam dostęp do wiedzy niemalże z każdego zakresu, a moim zadaniem jest nie zwariować …

W jednym oknie ChatGPT tłumaczy mi teksty na możliwie dowolna ilość języków, w drugim inny “AJAJ” tworzy prezentacje, jeszcze inny w innym oknie moje zdjęcia nabierają “życia” …


“Życia”, którego nie ma… najpierw sami kreowaliśmy maski rodem z pani Dulskiej, potem niewinne instagramowe kłamstewka, a teraz pełna gębą możemy tworzyć nasze nierealne światy…

Nie tak dawno badacze, naukowcy straszyli, że nasze zdjęcia z sieci mogą obejść cały świat i zostać wykorzystane, skradzione … że zgubimy się w wirtualnym świecie gier, że nas media zmanipulują, że rozdziobią nas kruki i wrony bądź jakieś inne dziadostwa, a my ??  Dalej żywi, i jeszcze chwile w tym cierpieniu trwać będziemy…

Internet, który w założeniu miał być jedną, otwartą przestrzenią wymiany myśli i informacji, coraz wyraźniej rozpada się na cyfrowe „bloki wpływów”. Z jednej strony mamy ekosystem Zachodu, zdominowany przez globalne platformy takie jak Google czy Meta, z drugiej – chiński świat online funkcjonujący za szczelną zaporą państwowej kontroli, a obok niego rosyjski Runet, rozwijany jako względnie autonomiczna sieć.

Nowe technologie – 5G, sztuczna inteligencja, produkcja półprzewodników – przestają być wyłącznie narzędziami rozwoju. Stają się elementami strategicznej gry między państwami, walutą wpływów i instrumentem nacisku. W efekcie rodzą się równoległe systemy technologiczne, które coraz gorzej się ze sobą komunikują i coraz trudniej je połączyć.

A ja się pytam kto trzyma za sznurki? 

Warto spojrzeć na to bez złudzeń: świat nie przestaje być wzajemnie powiązany, on po prostu zmienia sposób, w jaki te powiązania działają. Zamiast jednej, w miarę płynnej globalizacji, wyrastają nowe sieci zależności – bardziej wybiórcze, bardziej nerwowe i znacznie bardziej polityczne.

Chiny trzymają rękę na pulsie, kontrolując wydobycie pierwiastków ziem rzadkich, bez których nie powstałby ani smartfon, ani turbina wiatrowa. Zachód z kolei dominuje tam, gdzie rodzi się „mózg” technologii – w projektowaniu zaawansowanych półprzewodników. Każdy region ma swoje asy w rękawie i swoje słabe punkty, które inni potrafią wykorzystać.

To, co nazywamy deglobalizacją, wcale nie oznacza, że państwa zamykają się w swoich twierdzach i próbują radzić sobie same. Nikt realnie nie dąży do pełnej samowystarczalności. Chodzi raczej o przemeblowanie świata zależności – tak, by były one korzystne „dla swoich” i mniej wygodne dla innych, czyli “jak zwykle”. 

W efekcie współpraca coraz częściej przypomina grę sił: kto od kogo zależy, ten ma argument. Handel i technologie przestają być neutralne, a zaczynają funkcjonować jak narzędzia polityki – ciche, ale bardzo skuteczne.

No i czytam dalej o “globalizacji”, o tym, że przyszłość nie jest ani pełną globalizacją, ani całkowitą deglobalizacją, ale trudnym balansem między współzależnością a autonomią… i uśmiecham się pod nosem, bo to właśnie w tym balansie tkwi ten szczegół, a w szaleństwie jest metoda.

To, co obserwujemy obecnie, to nie tyle koniec globalizacji, co koniec pewnej narracji o globalizacji – wiary, że prowadzi ona nieuchronnie do konwergencji, prosperity i pokoju. Globalizacja nie znika, zmienia się natomiast mit, który towarzyszył jej od ponad 30 lat. Rzeczywistość okazała się bardziej złożona: globalizacja produkuje równocześnie integrację i fragmentację, bogactwo i nierówności, połączenie i konflikt.

No i w tym punkcie sama już nie wiem co jest prawdą, co jest sztuczne, która myśl jest moja, która wykreowana, którą zmanipulowały media, którą filtry na snapchacie, a którą rozmyły bądź wyostrzyły promile … a które myśli są moje, autorskie, prawdziwe …

Dobra, przepuszczę przez wirtualnego recenzenta, czytnik AI, który wykrywa swoich braci. Zobaczmy jaki wynik:


100% CZŁOWIEK

P.S. Chciałam przeprosić robociki Googla, gdyż tekst nie zachowuje norm SEO, a także Pana Doktora od Antropologii kulturowej za to, że ten tekst nie napisany jest „pod rygorem artykułu naukowego z przypisami gdzie lokujemy wypowiedź w dyskursie naukowym” niemniej liczę na to, że dało się go przeczytać …

Autor: Kaja (wciąż) Szulc-Nweke

Może Ci się spodobać