Gdzie kupować najtaniej? Weekendowy koszyk pod lupą
Norwegowie od dawna przyzwyczajeni są do tego, że zakupy spożywcze stanowią sporą część domowego budżetu. W dobie inflacji i rosnących kosztów życia pytanie o to, gdzie zrobić weekendowe zakupy najtaniej, staje się coraz bardziej aktualne. Najnowsze porównanie cen w trzech największych sieciach dyskontowych pokazuje jednak coś zaskakującego – różnice są minimalne.
Badanie przeprowadzone przez redakcję DinSide polegało na zestawieniu 20 popularnych produktów spożywczych w REMA 1000, Kiwi i Coop Extra. Wynik? Najdroższy koszyk był zaledwie o 6,70 koron droższy od najtańszego. To kwota, którą wielu klientów jest w stanie „przełknąć” w zamian za wygodniejszą lokalizację sklepu czy krótszą kolejkę przy kasie.
Największe wahania cen dotyczyły pojedynczych produktów. Przykładem są chipsy Maarud, które w jednym sklepie kosztowały aż o siedem koron więcej niż w konkurencji. W skali całego koszyka jednak różnice były niemal kosmetyczne.
Ranking – kto wypada najlepiej?
Na podstawie analizy można stworzyć prosty ranking:
REMA 1000 – najtańszy koszyk, minimalnie tańszy od rywali. Kiwi – niemal identyczne ceny, różnice rzędu kilku koron. Coop Extra – nieco drożej, ale różnica w skali całego koszyka nie przekraczała ceny jednej kawy na wynos.
W praktyce oznacza to, że wszystkie trzy sieci prowadzą ze sobą ostrą, bardzo wyrównaną walkę cenową.
Co z tego wynika dla konsumentów?
Dla przeciętnego klienta oznacza to, że wybór sklepu powinien zależeć raczej od wygody niż od kalkulacji. Jeśli różnica w cenie weekendowych zakupów wynosi kilka koron, większe znaczenie mogą mieć inne czynniki: dostępność produktów, odległość od domu czy jakość obsługi.
Warto jednak pamiętać, że w grę wchodzą jeszcze rabaty lojalnościowe i promocje dla członków klubów konsumenckich. To właśnie one mogą realnie przechylić szalę i sprawić, że w jednym tygodniu bardziej opłaca się kupować w REMA 1000, a w innym w Coop Extra.
Wnioski
Choć ranking wskazuje na przewagę REMA 1000, różnice cenowe są na tyle małe, że nie warto jechać przez pół miasta tylko po to, by zaoszczędzić kilka koron. Norweski rynek dyskontów udowadnia, że konkurencja działa – i to klient na tym zyskuje, bo wszystkie sieci trzymają ceny na niemal identycznym poziomie.
Źródło: DinSide — “Her her helgehandelen billigst”